szanowny_pan napisał(a):Co prawda w maratonie nie startowałem, ale byłem na starcie i mecie i muszę się zgodzić z kolegami wasil-est i Darek jazda na kole bez dawania zmian tym bardziej na wyścigu to regularne pasożytowanie. Zrozumiałe jest takie zachowanie na treningu, bo jeżeli jedzie się w grupie i ktoś odpada to się mu pomaga - bo po to trenuje się w grupie. Wiemy, że tacy zawodnicy nie są lubiani, mnie nawet zwycięstwo w takim stylu by nie cieszyło, po to się współpracuje na trasie żeby osiągnąć dobry wynik, a nie pasożytuje żeby lepszego zostawić i jeszcze dziękować mu na mecie za walkę.
Czekałem, czekałem i się doczekałem. Widzę, że jednak wyścig jest niepotrzebny bo są lepsi i gorsi i to powinno decydować. Od razu na starcie powinny zostać rozdane miejsca zgodnie z tym co kto osiągnął wcześniej. A tu przyjechał jakiś nieznany nikomu zawodnik i objechał „sławy”. No to „sławy” się obraziły. Ja nie jeżdżę za często na zawody i jak wygram to się cieszę i to bardzo. Dla mnie zwycięstwo to zwycięstwo. Jeżeli taki wymiatacz daje się objechać na finiszu to jest to tylko i wyłącznie jego wina, bo albo nie miał nigdy takiej sytuacji i czegoś się tym razem nauczył, albo finisze nie są jego domeną. Ja miałem wcześniej takie sytuacje i z jednych wychodziłem zwycięsko a innym razem przegrywałem, ale nigdy nikomu nie powiedziałem, że wygrał niezasłużenie lub, że jest pasożytem.

